Captain Commodore

Nie lada to gratka moim skromnym zdaniem, bowiem udało mi się wciągnąć do dość luźnej rozmowy o muzyce człowieka nietuzinkowego talentu, mającego na koncie niezwykłe osiągnięcia w muzyce elektronicznej.

O jego kunszcie można się przekonać zerknąwszy choćby na soundcloud:

Tymczasem przejdźmy do naszej (uprzedzam: nieautoryzowanej) rozmowy.

* * *

Jak wygląda Twój setup, metodologia pracy etc?

To jakbyś pytał lutnika, jak buduje skrzypce.
Sposób, w jaki, pracuję jest dość złożony i przez to trudny do przekazania,
w dużej mierze polega na intuicji, ale mogę powiedzieć, że używam Abletona, Guitar Riga i właściwie wszystkiego, co mi pasuje – co jest przeze mnie sprawdzone.
Pracuje trochę okrężną drogą improwizując wokół jakiegoś motywu
i nagrywam wszystko, jako loopy, dbając o to, żeby uzyskać jak najlepszy dźwięk z tego, co akurat wymyślam – nieważne jak długi jest łańcuch efektów
i jak bardzo grzeje się komputer, bo pracuję naraz tylko nad jednym ujęciem. Jeśli w ciągu miesiąca uzbiera się tysiąc, czy dwa tysiące loopów,
to zabieram się do składania ich w całość.
Gdy takich udanych prefabrykatów jest pod dostatkiem, to składam utwór
w kilka dni, jeśli nie – zabieram się do dogrywek.
Każdy utwór ma od 40 do 100 ścieżek – zależnie od złożoności. Każdy detal jest na osobnej ścieżce. Gdybym konstruował cały utwór w jednej sesji
i na każdej ścieżce wpiął łańcuchy VST, to jeszcze nie widziałem takiego komputera, który by się z tym uporał.

Guitar Rig jest efektem dla wtyczek, czy używasz też zewnętrznych instrumentów?

Bardzo dawno temu używałem, ale aktualnie korzystam wyłącznie
z programów, ewentualnie wcześniej przygotowanych sampli, jeżeli potrzebuję jakiegoś dźwięku akustycznego, lub z zewnętrznego urządzenia.
W zasadzie pracuję w 100 procentach na kompie.

Używasz kontrolerów midi, albo klawiatury?

Tylko kiedy gram live, wtedy [Evolution] UC33, albo taki mały kontroler Korga. Przy produkcji używam klawiatury laptopa do wgrywania melodyjek – tak
z grubsza – potem ustawiam to sobie ręcznie na siatce. Do kręcenia gałkami
w programach wystarcza mi touchpad.

Nie używasz kontrolera midi do obsługi miksera w Abletonie?

To mi niepotrzebne, musiałbym mieć kontroler na 100 suwaków, a jestem minimalistą: laptop i słuchawki, to cały mój sprzęt. Mogę pracować wszędzie,
w domu, w parku, w kiblu – tam, gdzie jest chwila spokoju.

Najpierw tworzysz loopy, jak rozumiem są one ze sobą jakoś powiązane, np. otwierasz starą sesję i wywalasz część, to co zostaje – służy jako podstawa. Am I rite?

Czasami jakiś jeden, wyjątkowy loop służy, jako podstawa do wszystkiego,
ale rzadko.
Czasem zaczynam nowy kawałek mając tylko jakieś mgliste pojęcie, co chcę zrobić i nagrywam bez żadnej podstawy. Wymyślę jeden motyw, do niego następny, do tego znowu kolejny – być może żaden z nich jutro nie będzie
mi się podobał.
Gdy uzbiera się trochę materiału, selekcjonuję to, żeby uzyskać jakiś kierunek, lub zaczynam robić utwór z tego co jest, a potem wybieram kilka kluczowych motywów z utworu i pracuję dalej wokół nich.
Nigdy nie wiem jaki ostateczny kształt uzyska utwór, gdybym wiedział – nie interesowałoby mnie robienie go.
Chodzi o postawienie kroku naprzód – stworzenie czegoś, co mi się podoba,
a jednocześnie jest zaskakujące i warte przeanalizowania, żeby rozwijać się dalej, żeby następnym razem przesunąć granice tego, co niewiadome
i ciekawe, o kilka następnych centymetrów.

Czyli znakomita większość szkiców, to czyste eksperymenty, z których niektóre trafiają potem do miksu?

Im dłużej pracuje z muzyką, tym mocniej widzę, że nie bardzo wiem, co mi się podoba i co chcę zrobić, natomiast coraz dokładniej widzę, co mi się
nie podoba. Na tym to polega: pracować tak długo, żeby było z czego wyrzucać.
Dlatego tyle to trwa…

Bez eksperymentowania nie ma rozwoju?

Artyści, którzy zakończyli w swojej twórczości fazę eksperymentowania
i uczenia się, i przeszli wyłącznie do bazowania na wiedzy nabytej wcześniej, bez jej rozwijania, bez nowych eksperymentów – Ci szybko się kończą: robią jakiś hitowy album, a potem odcinają kupony. Nuda.

Stąd w ciągu roku może z 10 utworów, ale każdy wycyzelowany do granic możliwości?

Dziesięć, gdybym nie miał w ciągu roku żadnych dodatkowych prac, tylko
non stop muzyka.
Nie mam publiki, przestało mnie to interesować, a ponieważ nie mam też żadnych zysków z muzyki, więc interesuje mnie tylko zaspokajanie moich własnych potrzeb muzycznych – liczy się tylko efekt.

Proces?

Proces jest tylko drogą do efektu, może być bardzo złożony, ale nie jest ważniejszy od efektu.
Skoro tworzę dla siebie, to nie ma znaczenia ile czasu zmarnuję na dłubanie przy tym, a z drugiej strony, jeśli będę potrzebował dla siebie czegoś zrobionego niechlujnie, to też mogę iść po najmniejszej lini oporu.

Z innej beczki: szukasz jakichś pomysłów, rozwiązań w muzyce, która jest aktualnie wydawana, czy nie zawracasz sobie tym głowy?

[Śledzę rozwój muzyki] popularnej, elektronicznej, tanecznej, filmowo-symfonicznej… Nie słucham [zbyt wiele] współczesnego jazzu i rocka, ale stary, owszem – bardzo dużo.
A ogólniej – słucham i starej, i nowej muzyki, szukam i w tym co wychodzi aktualnie, i w przeszłości. Zwykle rzeczy z przeszłości, które znajduję,
są ciekawsze.
Raz – ponieważ muzyka kiedyś była grana na żywo, dwa – jest jej po prostu więcej.

Dodam trzy – rzeczy, które dzisiaj uznajemy za wartościowe, musiały być na tyle uniwersalne, żeby przetrwać próbę czasu – rozwój technologii, zmianę podejścia do muzyki etc.

Też, ale w muzyce współczesnej widzę tendencję do jednorazowości i braku głębi, lub w ogóle braku czegokolwiek… wiesz – produkuje się po to, żeby
się spodobało od pierwszego przesłuchania i to niedzielnemu słuchaczowi,
bo to on kupuje. A po trzech przesłuchaniach okazuje się, że to po prostu jest bzdura, nie muzyka.

Rozumiem, że masz na myśli muzykę popularną… jednym słowem – przemysł?

A istnieje dziś jakaś nieprzemysłowa muzyka?

W pewnym sensie – to, co robia ludzie majacy poglady bliskie Twoim.

Nie znam żadnych.

…giną w natłoku przemysłu, bo tworzą dla siebie – mają inne priorytety,
o nich się też nie mówi, bo dyskusja skupia się wokół biznesu…

…a tam, gdzie jest biznes, muzyka jest tylko produktem – coraz bardziej okrojonym ze wszelkiej artystycznej esencji.
Staram się wyłuskiwać z tej przemysłowej muzyki to, co się przypadkiem wymsknie.

Jakieś odkrycia ostatnio?

Niewiele. Blondes był odkryciem zeszłego roku.

Studiowali elektroakustykę; grają coś z pogranicza techno ambientu – rozumieją dźwięk.

Wracając do pracy. Na poziomie miksu utworu unikasz nadmiaru kompresorów przy poziomowaniu ścieżek, czy nie zawracasz sobie tym głowy?

Nie używam kompresorów podczas miksu, manipuluję tylko głośnością ścieżek.

Jak rozumiem zakladasz na nich automatyzacje?

Czasami – na niektórych, w niektórych kawałkach. Czasem głośność ścieżki jest od początku do końca ustalona na tym samym poziomie, bo przygotowując ścieżki/loopy unikam zaskakujących skoków dynamiki, które musiałbym poprawiać w miksie.
Kompresorów używam właśnie wtedy, a nie w miksie, ale i wówczas raczej jako efektu, nie limitera.

Czyli starasz sie poziomowac na etapie prac z tymi pierwszymi szkicami?

Nazwałeś to szkicami, ale właściwie staram się, żeby już na tym poziomie dźwięk był maksymalnie dopracowany. nagrywam wiele wariantów tego samego motywu, bo często podczas tworzenia jest to niemożliwe do oceny, dopiero przy późniejszej selekcji można to obiektywnie stwierdzić patrząc
na całość z dystansu.
Dlatego właśnie jest to tak pracochłonne, kiedy nie masz studia, kilku par monitorów i paru pomocników – realizatorów dźwięku, to musisz nadrabiać mozołem.
Obejrzyj jakieś dokumenty z sesji nagraniowych Michaela Jacksona, nieskończona ilość take’ów, bo było świetnie, ale “czy moglibyśmy spróbować nagrać to jeszcze raz?”

Czy przy masteringu pracujesz na czystym pliku audio, czy mastera przygotowujesz w sesji miksu, albo na stemach (w sesji zawierajacej kilka wyrenderowanych plików z konkretnymi sekcjami, np. perkusją, basem, syntezatorami, łańcuchami efektowymi etc)?

Mastera robię na gotowym wavie, jak mi coś nie pasuje, to poprawiam miks
i renderuję jeszcze raz. Czasem wrzucam maximizer na master track Abletona, żeby zobaczyć, który konkretnie dźwięk mi przeszkadza.
Natomiast sam master ogranicza się w zasadzie właśnie do maximizera,
nie robię equalizacji z wyjątkiem ewentualnych, kosmetycznych cięć basu, albo góry.

Zdarza Ci sie z poprawkami wracać aż do tych loopów?

Bardzo rzadko, mogę ewentualnie na gotowy loop nałożyć w miksie jakąś equalizację, albo efekt.

Master track w sesji miksu zostawiasz pusty?

Tak. Jestem z tej szkoły, wedle której słuchając muzyki wzmacniacz trzeba ustawiać na “direct”.
Głośniki powinny jak najwierniej odtwarzać dźwięk.
Najlepiej używać takich, które grają płasko i wiernie we wszystkich częstotliwościach, zamiast głośników, które brzmią ładnie, ale za to eksponują niektóre fragmenty pasma [przekłamując realne brzmienie utworu].

Słuchasz muzyki na tym samym nagłośnieniu, na którym pracujesz, prawda?

Tak. W domu, to stare głośniki Telefunkena, w podróży – słuchawki.

Subwoofer w zestawie, czy same kolumny?

Nie uznaję subwooferów. Te Telefunkeny mają taki dół, że subwoofer byłby
po prostu śmieszny.

Wrócę do miksu. Sekcje perkusyjne budujesz na tej samej zasadzie – tzn. jako loopy, czy zdarza Ci się składać je dopiero w miksie?

Nie, zawsze mam przygotowanych więcej na zapas.

Nie używasz zewnętrznych instrumentów, ze zdobycznych sampli też korzystasz nieczęsto, dużo sam nagrywasz. Am I rite?

Kolekcjonowałem sample przez kilka lat. Jeśli chodzi o perkusyjne, to wycinam je też z tego, co sam nagrywam, nie wszystkie – jak to nazwaliśmy – szkice wykorzystuję w kawałku, więc część z nich idzie do recyklingu. Nie kupuję gotowych loopów, używam instrumentów VST, ale barwy wykręcam sam. Bazuję też na firmowych presetach, ale generalnie to łańcuch efektów decyduje o ich ostatecznym brzmieniu.
W przypadku syntezatorów analogowych to jasna sprawa – nie potrzeba specjalnie presetów: genaratory i filtry do wykręcania, ale przy FM i wavetable bez presetów niewiele zdziałasz.

Jakiś ulubiony syntezator? Chodzi mi raczej o typ syntezy, aniżeli o markę, czy model.

Skłaniam się ku wirtualnym wersjom klasycznych, starych syntezatorów:
ARP 2600, Minimoog, PPG Wave, Korg MS20, czasem jeszcze stareńki FM7 – lubię ten rodzaj brzmień.
Instrumenty, które wymieniłem są tylko w przybliżeniu podobne [w wersjach VST] do oryginałów, ja natomiast już sam staram się o to, żeby zabrzmiały maksymalnie analogowo.

VSTi często znacząco odbiegają brzmieniowo od oryginałów…

To bez znaczenia. Ich zaletą jest natomiast to, że mieszczą się w laptopie
i mozna je wszędzie ze sobą zabrać. Dla muzyki ważny jest efekt, a nie proces,
z tych różnic w brzmieniu można uzyskać nowe jakości.
Każdy hardware’owy analog generuje w swoich obwodach szumy,
szumy są na kablach, na gniazdach, do tego zniekształcenia na konwerterach AD/DA , a VST nie szumią i można bardziej je obrabiać.
Bardzo podbijam wysokie częstotliwości, w ogóle mam słuch bardzo wyczulony na wysokie częstotliwości, więc szumy często mnie denerwują,
gdy nie są to szumy kreatywne, bo szum użyty twórczo, to zupełnie inna historia.

[]txt v.03

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s